Przejdź do zawartości

Slow parenting, czyli wychowanie w stylu slow.

2014 / 09 / 02
Autor: A.neT

Prawie wszyscy rodz­ice (a w szczegól­ności Ci, którzy oczekują dziecka i mają jeszcze dużo czasu:-)) zas­tanaw­iają się  nad tym, jak dobrze przy­go­tować swoje dziecko do życia. Jak wychować je na szczęśli­wego człowieka i sprawić, aby miało satys­fakcjonu­jące relacje z innymi ludźmi. Aby potrafiło wyz­naczać dobre dla siebie cele i real­i­zowało swoje plany.

PUŁAPKA PERFEKCJONIZMU.

Jednym słowem, chcemy aby nasze dzieci miały łatwy start i aby wyko­rzysty­wały i rozwi­jały swój potenc­jał. Oprócz wielu rad, które słyszymy od innych, trafi­ają w nasze ręce różne porad­niki. Lepsze i gorsze. Nabieramy doświad­czenia. Pewne pomysły wdrażamy, pewne przes­ta­jemy. Testujemy nowe idee, widz­imy, że niek­tóre dzi­ała­nia moglibyśmy zro­bić trochę inaczej. Czasem wpadamy w pułapkę per­fekcjonizmu. Perfekcyjnej mamy, ide­al­nego taty, doskon­ałego dziecka. Idealnie skro­jonego planu dnia, dla siebie i dla potomstwa.
Pułapka per­fekcjonizmu w wyda­niu edukacyjno-życiowym przy­pom­ina zadanie do wyko­na­nia, w którym dziecko jest pod­dane skrupu­lat­nie zaplanowanym dzi­ałan­iom, gdzie mnoży się ilość zajęć dodatkowych, zarzuca malucha stosem zabawek eduka­cyjnych, kładzie nacisk na wyniki i porównuje je z osiąg­nię­ci­ami rówieśników.
Perfekcjonizm w wer­sji umi­arkowanej pozwala okiełz­nać nieco życiowy chaos. W wer­sji skra­jnej, zabiera przestrzeń do spon­tan­icznego poz­nawa­nia i budowa­nia relacji.

WYCHOWANIE W WERSJI SLOW — STARSZE NIŻ MYŚLIMY.
Przyjazną alter­natywą wychowa­nia w mod­elu zadan­iowym jest wychowanie w wer­sji slow. Wychowanie, które częś­ciowo znamy z autop­sji, gdyż więk­szość z nas była wychowywana jeszcze  w nieco podob­nym duchu. Trochę z powodu cza­sów, trochę z nieświado­mości, ale fak­tem jest, że w dziecińst­wie naszego pokole­nia często brakowało wyszukanych zabawek, co nie przeszkadzało nam w baw­ie­niu się tym, co mieliśmy pod ręką. Nie było kom­put­erów, smart­fonów, Facebooka, a jed­nak mieliśmy ważne przy­jaźnie, gry i spotka­nia przy przysłowiowym trzepaku. Ale nie o nos­tal­gii tu mowa.:-) Wiele ele­men­tów tamtego stylu wychowa­nia nie przys­taje do dzisiejszych cza­sów i… chyba dobrze.

SLOW PARENTING, CZYLI CO?
Slow par­ent­ing to kilka pomysłów związanych z wychowaniem, w którym jedną z ważniejszych wartości jest niewymus­zone, nat­u­ralne poz­nawanie świata. Każde dziecko ma w sobie nat­u­ralną chęć poz­nawa­nia, swoisty „głód poz­naw­czy”. Umożliwia on szy­bką naukę języka, zwycza­jów panu­ją­cych w świecie, soc­jal­iza­cję. Jest to pro­ces inten­sy­wny, który zmniejsza swą dynamikę dopiero na etapie szkoły pod­sta­wowej.
Wychowanie  w duchu slow zakłada stworze­nie odpowied­nich warunków, aby dziecko mogło w nat­u­ralny sposób poz­nawać, inspirować się, odkry­wać świat i dochodzić do różnych wniosków — samo. Nie oznacza to oczy­wiś­cie, że trzy­latka puścimy samego na plac zabaw, ale że poz­wolimy mu się swo­bod­nie na nim bawić, wspier­a­jąc go wtedy, gdy będzie tego chciał. To zadanie niezwykle trudne dla tych, którzy w takich przy­pad­kach chcą cią­gle asekurować swoje pociechy, aby nie doz­nały żad­nego upadku i porażki. Życie pełne jest sukcesów i… porażek. Nie da się uchronić dziecka ani przed jed­nym, ani przed drugim, ale można nauczyć je, jak sobie może z nimi radzić. W wer­sji zaba­wowej, placu zabaw — wystar­czy po prostu wybrać bez­pieczne otocze­nie, w którym dziecku nie powinna się stać krzy­wda, a w którym będzie mogło budować swoją spraw­c­zość i zau­fanie we własne siły.
Slow Parenting nie daje gotowych rozwiązań „na tacy”, ale pozwala na chwilę zas­tanowienia i poszuki­wanie rozwiązań „szy­tych na miarę”. Każda (i każdy) z nas jest trochę inna (inny), nasze dzieci nie różnią się od nas w tym względzie. Mają różne predys­pozy­cje i zain­tere­sowa­nia. Nie ma nic złego w orga­ni­zowa­niu im czasu w postaci np. zajęć dodatkowych. Warto jed­nak pamię­tać, że jeśli prze­sadz­imy z ich iloś­cią, nastąpi przesty­mu­lowanie i zmniejsze­nie ich zdol­ności poz­naw­czych. Kto z nas lubi mieć wypełniony cały dzień spotka­ni­ami? Od czasu do czasu – czemu nie, ale dzień w dzień, tydzień w tydzień, miesiąc w miesiąc?
A kiedy przy­chodzą nam do głowy nowe pomysły? Tak samo jest z naszymi dziećmi – potrze­bują czasu wol­nego, trochę nic­nier­o­bi­enia, przy­jaznego otoczenia, w którym ze spoko­jem mogą odd­awać się niewymus­zonej zabawie. Prostych zabawek, które pom­nożone przez wyobraźnię dzieci, spełnią tysiące funkcji. Czasem cias­tolina, kartka i kredki – ucieszą je bardziej niż nieje­den gadżet, szczegól­nie, jeśli w lep­i­e­niu i mal­owa­niu będzie towarzyszyć im rodzic lub rodzi­cielka.
Dodajmy do tego czas, który my – rodz­ice – spędzamy z dziećmi, włącza­jąc je w życie rodzinne, uczest­nicząc w ich zabawie, czy­ta­jąc im, itd., a zbuduje się między nami trwała więź, która jest lep­szym gwaran­tem szczęśli­wego człowieka, niż popołud­nia wypełnione zaję­ci­ami po brzegi, pod­czas których brakuje możli­wości na swo­bodną roz­mowę i bycie ze sobą.

Share

Zazieleń się!

2014 / 05 / 27
Autor: A.neT

Własne pomi­dory, papryka, nagi­etek, zioła i sałata?
Żaden prob­lem. Jeśli nie posi­adasz ogrodu, wystar­czy kawałek balkonu, para­petu lub opuszc­zona dzi­ałka. Trochę nasion, sad­zonek, woda. Wielu z nas posi­ada prze­cież pusty balkon lub ogromny trawnik. Ale nie w posi­ada­niu tutaj rzecz. I choć jest ono efek­tem ubocznym całego rolniczo-hobbistycznego pro­cesu, to kwestią kluc­zową jest nieuleczalna potrzeba sadzenia, podle­wa­nia, doglą­da­nia, pie­le­nia. A przede wszys­tkim “bycia w zielonym pro­ce­sie”, ba — obser­wowa­nia pro­cesu.
Procesu wzrostu, roz­woju, dojrze­wa­nia. Każda i każdy z nas może sku­piać się na innym jego aspekcie.
Owa obserwacja przy­wraca nas naturze, a nam pozwala być cho­ciaż trochę bliżej niej. Dzięki czemu, znów bardziej “jesteśmy”, niż “mamy”. A może “jesteśmy” równie mocno? :-P (Dychotomia “być” — “mieć” nie musi prze­cież być rozdzielna, czyż nie można i “być” i mieć”?:))

Pachnące zioła lub soczysty pomi­dor, są aro­maty­cznym efek­tem całego przed­sięwz­ię­cia. Zawsze pod ręką, bez chemii (wiemy, czym podle­wamy i nawoz­imy), mimo­cho­dem pokazują związek przyczynowo-skutkowy. (Zasiejesz, podle­jesz i będziesz dbać — urośnie. Zaniedbasz — będziesz musiał/a wró­cić do punktu sadzeniowego startu lub pożeg­nać się z roman­ty­czną wizją zielonego balkonu).

Jeśli posi­adasz się dzieci, jest to doskonale dydak­ty­czny przykład na to, że papryka i truskawki nie rosną na półce skle­powej. Opieka nad rośli­nami uczy, mimo­cho­dem, troski i kon­sek­wencji w dzi­ała­niu.
Cudowna sprawa!

Zazwyczaj zielona przy­goda zaczyna się od para­petu. Nie bez koz­ery mówi się o “oknie na świat”. W tym przy­padku — zielonym oknie.
Świat też zaczyna zie­le­nieć.
Parapet lubi być kol­o­ni­zowany przez bazylię, oregano, miętę. Wyhodowanych z nasionek lub z sad­zonek zaku­pi­onych na targu. W pewnym momen­cie para­petowa przestrzeń staje się zbyt mała i hodowla przenosi się na wspom­ni­any balkon, by przekroczyć jego granice w nadziei na wyna­ję­cie kawałka rol­niczej dzi­ałki. Jest to punkt kry­ty­czny, od tego momentu, “dzi­ałkowcy” nigdy już nie kojarzą się (tylko) z emerytami ;).

Puściłam wodze wyobraźni. Czasem para­pet musi wystar­czyć. Truskawki z don­iczki są równie pyszne, jak te z włas­nej grządki, a troska o nie — równie ter­apeu­ty­czna.
Jest takie przysłowie “gdy się nie ma — co się lubi, to się lubi — co się ma”. Czasem wielkie ogrody są poza zasięgiem, choćby z powodów cza­sowych lub finan­sowych. Prawie każdy jed­nak dys­ponuje włas­nym para­petem lub balkonem. Od tego pro­ponu­jemy zacząć.
Sezon na sadze­nie trwa…

Dołącz też do naszej inic­jatywy na Facebooku:
Zazieleń się! :)

Share

Stojąc u minimalizmu wrót

2012 / 01 / 25
Autor: A.neT

Większość osób propozy­cję ograniczenia posi­adanych rzeczy do 100 przyj­muje zmarszcze­niem brwi lub chwilą zastanowienia.

Rzecz ma się całkowicie odmi­en­nie w przy­padku skra­jnych min­i­mal­istów. Ich celem jest ogranicze­nie liczby posi­adanych przed­miotów do mag­icznej liczby stu. Filozofia, jaka się za tym kryje? Przesunięcie akcentu z „ile” na „jak”, z pędu gro­madzenia rzeczy do reflek­sji nad życiem. Brzmi trochę jak slow move­ment? Minimalizm w łagod­niejszej wer­sji w swoich założe­ni­ach bardzo przy­pom­ina ruch spowolnienia.

Natłok wsze­chobec­nych infor­ma­cji, konieczność „bycia cią­gle na bieżąco”, ule­ganie kon­sumpcjoniz­mowi utrud­ni­ają osiąg­nię­cie wewnętrznego spokoju. W wol­nym cza­sie najczęś­ciej bieg­niemy do cen­trum hand­lowego, spędzamy czas w por­ta­lach społecznoś­ciowych, Internet zastępuje nam książki, szy­bkie jedze­nie przy­go­towanie cza­sowo wyma­ga­ją­cych posiłków. I nie ma w takim życiu nic niewłaś­ci­wego, o ile potrafimy utrzymy­wać odpowiedni bal­ans.  Właśnie: bal­ans. Jak na linie. Wymaga to ciągłej uwagi. I umiejęt­ności linoskoczka.
Minimalizm zakłada ogranicze­nie liczby posi­adanych przed­miotów, ogranicze­nie niepotrzeb­nych bodźców absorbu­ją­cych czas, którego i tak mamy zbyt mało.

Słyszeliście o zasadzie Pareto? Za Wikipedią „zasada opisu­jąca wiele zjawisk, w których 20% badanych obiek­tów związanych jest z 80% pewnych zasobów.”

Dość często przy­woły­wana w min­i­mal­izmie, doskonale obrazuje niek­tóre zjawiska: to, że przez więk­szość czasu nosimy tylko 20% posi­adanych przez nas ubrań, korzys­tamy tylko z 20% naczyń, przeczy­tal­iśmy tylko 20% posi­adanych w domu książek, tylko 20% naszych dzi­ałań przynosi nam najwięk­szy zysk.  Moje ulu­bione: „20% powierzchni dywanu przy­pada na 80% zuży­cia” (Wikipedia).

Jeśli zaw­ierzyć liczbom, racjon­alne ogranicze­nie rzeczy i przyjrze­nie się schematom naszych dzi­ałań zaprowadzi nas prosto do wrót min­i­mal­izmu. Hmm, tylko gdzie podziejemy wszys­tkie sztućce, książki, kos­me­tyki i ubrania?

Share

Uwaga konkurs!

2011 / 09 / 24
Autor: A.neT

Chcemy uzu­pełnić naszą mapę slow-foodową.

Wśród tych z Was, które/którzy:) do 1 października (piątek) prześlą na adres slow-movement@slow-movement.pl dowolny adres/link do sklepu ze zdrową żywnoś­cią lub też propozy­cję artykułu na Slow Movement (gotowe artykuły także mile widziane), rozlo­su­jemy parę kol­czyków (patrz foto)! Informacja o zwyciężczyni/cy zostanie podana w niedzielę 3 października na naszym fanpage’u na FB.

Zapraszamy do udziału! :)

Share

(Nie)zapomniane miejsca Poznania”

2011 / 09 / 17

Poznań to nie tylko miasto biz­nesu, które dosyć kon­sek­went­nie real­izuje założe­nia pro­mowanego przez siebie hasła KNOW HOW. To także miasto wielu inic­jatyw, dzi­ałal­ności wielu sto­warzyszeń i fun­dacji.
Tydzień temu wspom­i­nałam o Zielonym Bazarze, a tym razem chci­ałabym zachę­cić te/tych z Was, które/rzy mieszkają na Jeżycach, Śródce czy Chwaliszewie, do wzię­cia udzi­ału w pro­jek­cie orga­ni­zowanym przez Fundację SIC! mają­cym na celu rewital­iza­cję tych okolic. Przewidziane są fan­tasty­czne zaję­cia, pozwala­jące na choć chwilowe zwol­nie­nie tempa życia i poszuka­nia nowych inspiracji.
Zajęcia przewidziane w ramach pro­jektu będą odby­wać się  bezpłat­nie! Oto one:
•    szy­dełkowanie
•    fil­cow­anie
•     decoupage,
•    robi­e­nie biżu­terii
•    wizaż
•     flo­rystyka
•     fotografia
•    rzeź­bi­e­nie w masie sol­nej
Więcej szczegółów tutaj.
Szkoda, że nie mieszkam w żad­nej z wymienionych dzielnic . ;)

Share