Bezpośrednie kontakty rolnika i konsumenta to alternatywa do robienia zakupów w sklepach i hipermarketach.
W przypadku żywności dostępnej w hipermarketach, często mamy do czynienia z warzywami i owocami sprowadzanymi z poza Polski, natomiast krajowe produkty rolne pochodzą przeważnie od największych i najtańszych dostawców w kraju. Podstawowym czynnikiem decydującym o atrakcyjności produktu w sklepach wielkopowierzchniowych jest cena. Na niską cenę mogą sobie pozwolić tylko więksi dostawcy, którzy nie stronią od agrochemii. Dodatkowo wypierają z rynku małych rolników, którzy nie są w stanie obniżyć ceny swoich warzyw i owoców.
Paczka od rolnika to…
Źródło: www.ekonsument.pl, całość tutaj.
Większość osób propozycję ograniczenia posiadanych rzeczy do 100 przyjmuje zmarszczeniem brwi lub chwilą zastanowienia.
Rzecz ma się całkowicie odmiennie w przypadku skrajnych minimalistów. Ich celem jest ograniczenie liczby posiadanych przedmiotów do magicznej liczby stu. Filozofia, jaka się za tym kryje? Przesunięcie akcentu z „ile” na „jak”, z pędu gromadzenia rzeczy do refleksji nad życiem. Brzmi trochę jak slow movement? Minimalizm w łagodniejszej wersji w swoich założeniach bardzo przypomina ruch spowolnienia.
Natłok wszechobecnych informacji, konieczność „bycia ciągle na bieżąco”, uleganie konsumpcjonizmowi utrudniają osiągnięcie wewnętrznego spokoju. W wolnym czasie najczęściej biegniemy do centrum handlowego, spędzamy czas w portalach społecznościowych, Internet zastępuje nam książki, szybkie jedzenie przygotowanie czasowo wymagających posiłków. I nie ma w takim życiu nic niewłaściwego, o ile potrafimy utrzymywać odpowiedni balans. Właśnie: balans. Jak na linie. Wymaga to ciągłej uwagi. I umiejętności linoskoczka.
Minimalizm zakłada ograniczenie liczby posiadanych przedmiotów, ograniczenie niepotrzebnych bodźców absorbujących czas, którego i tak mamy zbyt mało.
Słyszeliście o zasadzie Pareto? Za Wikipedią „zasada opisująca wiele zjawisk, w których 20% badanych obiektów związanych jest z 80% pewnych zasobów.”
Dość często przywoływana w minimalizmie, doskonale obrazuje niektóre zjawiska: to, że przez większość czasu nosimy tylko 20% posiadanych przez nas ubrań, korzystamy tylko z 20% naczyń, przeczytaliśmy tylko 20% posiadanych w domu książek, tylko 20% naszych działań przynosi nam największy zysk. Moje ulubione: „20% powierzchni dywanu przypada na 80% zużycia” (Wikipedia).
Jeśli zawierzyć liczbom, racjonalne ograniczenie rzeczy i przyjrzenie się schematom naszych działań zaprowadzi nas prosto do wrót minimalizmu. Hmm, tylko gdzie podziejemy wszystkie sztućce, książki, kosmetyki i ubrania?
Keczup z dzikiej róży, zupa z jasnoty, placki z pokrzywy, curry z żółciaka i wyki, czyli obiad z tego, co znajdziesz w lesie i na łące.
Podagrycznik, wrotycz, żywokost, ostrożeń — słyszę te nazwy po raz pierwszy i chociaż rośliny znam z widzenia, dotąd stanowiły zielone tło, bezimienną mieszaninę chwastów. Teraz chodzę po łące z innymi amatorami korzonków i zbieram obiad. Uczestniczę w ‘Warsztacie dzikiego gotowania’ doktora biologii Łukasza Łuczaja, ekologa i etnobotanika. Uprawianie ogrodu warzywnego Łukasz uważa za zbyt pracochłonne, woli wypełniać garnki tym, co rośnie spontanicznie i obficie na przychaciu i przydrożu. Pochyla się nad rośliną, wymienia nazwę w kilku językach i przytacza historyczne źródła, w których było opisane jej kulinarne zastosowanie. — Zbierajcie tylko młode liście — poucza nas. — Ważniejsze niż sam gatunek jest wybieranie roślin w perfekcyjnej spożywczej kondycji.
(…)
Więcej tutaj.
Źródło tekstu i zdjęcia: Wysokie Obcasy, autorka: Agnieszka Kręglicka, fotografia: Piotr Petryka
Chcemy uzupełnić naszą mapę slow-foodową.
Wśród tych z Was, które/którzy:) do 1 października (piątek) prześlą na adres slow-movement@slow-movement.pl dowolny adres/link do sklepu ze zdrową żywnością lub też propozycję artykułu na Slow Movement (gotowe artykuły także mile widziane), rozlosujemy parę kolczyków (patrz foto)! Informacja o zwyciężczyni/cy zostanie podana w niedzielę 3 października na naszym fanpage’u na FB.
Zapraszamy do udziału! :)
Poznań to nie tylko miasto biznesu, które dosyć konsekwentnie realizuje założenia promowanego przez siebie hasła KNOW HOW. To także miasto wielu inicjatyw, działalności wielu stowarzyszeń i fundacji.
Tydzień temu wspominałam o Zielonym Bazarze, a tym razem chciałabym zachęcić te/tych z Was, które/rzy mieszkają na Jeżycach, Śródce czy Chwaliszewie, do wzięcia udziału w projekcie organizowanym przez Fundację SIC! mającym na celu rewitalizację tych okolic. Przewidziane są fantastyczne zajęcia, pozwalające na choć chwilowe zwolnienie tempa życia i poszukania nowych inspiracji.
Zajęcia przewidziane w ramach projektu będą odbywać się bezpłatnie! Oto one:
• szydełkowanie
• filcowanie
• decoupage,
• robienie biżuterii
• wizaż
• florystyka
• fotografia
• rzeźbienie w masie solnej
Więcej szczegółów tutaj.
Szkoda, że nie mieszkam w żadnej z wymienionych dzielnic . ;)
